Lublin. Miasto inspiracji.

Opublikowano 8 października, 2012

 

 Lublin. Miasto inspiracji. Byliśmy tam na marszu Wolnych Konopii : http://idealistka.wolnekonopie.org/2012/10/06/marsz-wolnych-konopii-w-lublinie-6-x-2012-r/

Ale dzisiaj … dzisiaj mimo poniedziałkowego zawalenia pracą żeśmy nie zdzierżyli.

Cóż to za miasto ten Lublin ! Jakże on jest inspirujący, really !

Ostatnio sensacja goni sensację.

Najpierw jeden z lubelskich adwokatów mając we krwi ok. 2 promile procentowego roztworu chleba naszego powszedniego staranował nowym chevroletem Teatr Stary.

Potem jedna pani postanowiła powiększyć sobie piersi zgodnie z instrukcją „zrób to sam” i se w nie wstrzyknęła oleju. KUL nie ma pieniędzy na wypłaty. Katole z ateistami prowadzą wojnę bilbordową. Coś tam jeszcze by się zaraz znalazło jakby tak dobrze pogrzebać.

Media – zachwycone, w komentarzach pod artykułami się gotuje, hejterzy wylewają żółć, facebook szaleje, gromkie brawa, bis, bis !!!

Na bis teatrobójca pan mecenas, któremu za 4 podejściem udało się przedstawić zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości – uwaga – nie przyznał się do postawionego mu zarzutu, gdyż po pierwsze:

1/. czuł się trzeźwy bo swe paliwko zatankował dzień wcześniej, a piwko chlapnął przed południem, czyli całe wieki od popołudnia, kiedy to został w swym pojeździe zaatakowany przez budynek Teatru,

2/. uratował życie kotu !!!

Tak !

Nie trzyjcie oczu.

Pojazd pana mecenasa spotkał się z murami Teatru Starego z powodu kota, który wychynął w centrum miasta spod asfaltu, tuż przed maską niczem Filip z konopii.

Kot-predator łbem podbił chevroleta w powietrze, zamachnął się łapą i jak palnął !!! ….

To ciepnął nim het, het, daleko, aż o teatralny budynek.

Kot ten trąci nam co nieco białą myszka, ale cóż. Jak zwał, tak zwał.

I wiecie co.

Kurna, lepsza gorsza prawda niż ten kot. Bogu ducha winny zresztą – alko panu mecenasowi do gardła na siłę przecież nie wlewał. Wpływu na fakt prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości przez adw. Pawła S. żaden kot na świecie nie miał i mieć nie mógł. Nawet tygrys bengalski nie ekskulpuje nikogo od winy za prowadzenie auta w stanie nawalenia.

Ba ! Posuniemy się do ujawnienia swego poglądu, że skoro pan mecenas przy 2 promilach alkoholu we krwi czuje się rześki i trzeźwy, to praktykować z alkoholem musiał częściej i intensywniej, niż z prawem.

 

Dobra. Załóżmy, że dziennikarze, jak to bywa, poplątali się w zeznaniach i albo niechcący (w co jakoś nie wierzymy) albo celowo i przy wykorzystaniu stanu intelektualnego Polski B – zmanipulowali fakty i specjalnie historię z kotem podłożyli jako tłumaczenie pod zarzut prowadzenia w stanie nietrzeźwości – zamiast pod inny zarzut.

 

Historia z kotem ma bowiem sens, jako tłumaczenie z zarzutu uszkodzenia mienia (budynku Teatru Starego), lub np. spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Nie wiadomo jednak, czy Gazeta wywiązała się z obowiązku rzeteleności dziennikarskiej i przytoczyła tylko jeden zarzut – z art. 178a k.k. jako jedyny postawiony, czy też były inne, o których w artykule nie napisano. Bo jeżeli adwokatowi postawiono jeszcze jakieś zarzuty – co do których złożył wyjaśnienia z kotem w roli głównej, następnie przez dziennikarzy podczepione pod prowadzenie w stanie nietrzeźwości w celu zrobienia z mecenasa większego bałwana, niż jest (a że jest – udowodnił prowadząc w stanie nietrzeźwości) – no to mamy do czynienia z dziennikarską manipulacją wyłyżeczkowanych katolicyzmem prawicowych mózgów padołu lubelskiego.

 

Ale jeśli pan mecenas ma postawiony jeden, jedyny zarzut – z art. 178 a k.k. i próbuje się z niego kotem wykręcić to mamy do powiedzenia jedno – żenła.

Adwokat nie może być tchórzliwym i głupim trokiem od kaleson. Niech sobie będzie ertomanem. Kurde chamem nawet niemytym. Bezczelem.  Ale na litość boską – z klasą … bez kotów spadających z nieba i łbem przebijających asfalt od spodu. Bosz …

Cóż, polećmy pana mecenasa i ocalałego cudem kota opiece  Opaczności, niech tam nad nimi sobie czuwa.

 

Ada

Komentarz