Sedzia Jan i nadworni rzezbiarze

Opublikowano 10 października, 2012

Sędzia Jan i nadworni rzeźbiarze RP

Czas wielkiej rzeźby w sądownictwie. Minister Gowin, wcielone oblicze Sprawiedliwości i zarazem nadworny rzeźbiarz PO, wziął się do pracy i rzeźbi aż wióry lecą.

Na zamówienie rzeźbi projekt za projektem – prokuratura, sądownictwo, In vitro. Będzie zamówienie, to i z gówna wyrzeźbi. I wystawi na widok publiczny, nie pacząc na odbiór społeczny. Pomimo wywieranej nań presji aby rzeźb z gówna nie wystawiał – bo narusza to interesy i obraża uczucia znaczących grup zawodowych i środowisk – wystawa trwa.

Uczucia środowisk prawniczych obraża sam fakt, że wolę swą co do formy i materii śmie w sposób władczy narzucać im nie prawnik a filozof. Jak mawiał jednak wybitny profesor prawa, cytowany onegdaj publicznie w mojej obecności nawet przez jednego z sędziów NSA: „dobry prawnik winien myśleć jak filozof a wyrażać się jak chłop”. Stąd pewnie głos w dyskusji od razu zabrał Pawlak, aby w sporze nastała równowaga sił (myśl reformatorska ugrzęzła nieco pośród głosu chłopów).

Z kolei interesy zawodowe środowiska sędziowskiego naruszają  gówniane, zdaniem środowiska, pomysły Gowina, ingerujące w niezawisłość i niezależność sędziów mocą władzy publicznej (łac. imperium) nadanej mu przez Tuska (łac. imperator). W końcu sądownictwo, wymiar sprawiedliwości jest trzecia władzą, a nie zbrojnym ramieniem Rady Ministrów.

Gdy tylko Gowin jął wpierdalać się w sądownictwo, w środowisku zawrzało na poważnie. On to literę prawa – krótko mówiąc – ma w nosie, on kieruje się jego Duchem (ang. Spirit /”Spirit and scope” – pojęcia z filozofii prawa). Dobrze, że nie – Żywiołem.

Bo żywioł wzbudził, gdy tylko uczepił się prezesa gdańskiego sądu, wymuszając jego usunięcie za byle gówno (w gdańskim sądzie odwoławczym Marcin P. nie zostałby zwolniony z aresztu, choćby sama córka premiera odstawiła pod salą akt Rejtana grożąc, że opisze wszystko na swoim blogu – decyzja w sprawie Marcina P. była podjęta dawno przed wyznaczeniem terminu posiedzenia; ten sąd nie uchyla aresztów, bo w tym sądzie w takich sprawach stosuje się przepisy z nieobowiązującego już od 15 lat kodeksu, i to tu raczej należałoby skierować nacisk, na żenujący poziom merytoryczny wydawanych tam orzeczeń, a nie na osobę prezesa).

A teraz Minister na dobre wkurwił sędziów przeprowadzając swoja gównianą reformę – „likwidując” sądy w małych miastach. Jednym podpisem. To tak jakby symbolicznie je pochował i odlał się po pijaku na nagrobki. Na nic się zdały protesty, zbieranie podpisów pod petycjami, interwencje parlamentarzystów.

Na czym polega zamysł – a na tym, żeby zmienić nazwę. Jak np. donosi TVP, Sąd Rejonowy w Jaworze, będzie teraz wydziałem zamiejscowym w Złotoryi. Trudno powiedzieć, co tak naprawdę się zmieni. Prawdopodobnie nic. Pracy nie straci nawet woźny. No może ochroniarz…  inne będą nagłówki pism procesowych, inne pieczątki, ale te same znaczki, kawa w automacie (i w sekretariacie) też ta sama.

Ale sędziowie mają swoja filozofię i swoją godność – i na znak protestu masowo zamierzają przejść w stan spoczynku. Stan spoczynku to taka sędziowska emerytura. Pierdolisz wszystko i przestajesz robić.

Psikus polega na tym, że sędzia przechodzący w stan spoczynku z powodu zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych, będzie pobierał 100 proc. wynagrodzenia, co gwarantuje mu art. 180 ust. 5 konstytucji. – podaje Gazeta Prawna (dalej: DGP). A na stanowisko trzeba zatrudnić nowego sędziego. Skąd?

- Chińczycy? Pomagali trochę przy stadionach i przy autostradach – dadzą radę i w sądownictwie. Spokojna głowa!

DGP podaje, że w stan spoczynku zamierza przejść np. większość sędziów orzekających w Sądzie Rejonowym w Wołowie i część Sądu Rejonowego w Wysokiem Mazowieckiem. Przejebane! Tak samo chcą postąpić wszyscy sędziowie ze znoszonego Sądu Rejonowego w Sulęcinie. Głośno awanturowała się też Kościerzyna.

Z prawa przejścia w stan spoczynku będą korzystali sędziowie w pełni sił, np. w wieku 35 lat, cytowani przez DGP – Taką będzie miał oszczędność minister z reorganizacji. Resort pozmienia pieczątki, podniesie sobie koszty.

- Ci chińczycy mogliby pracować taniej… Polskich Liter nie muszą nawet znać, byleby orzekali zgodnie z Duchem. Napisać wszystko może i referendarz, który nie ma już tyle do gadania co sędzia. Chińczyk weźmie najwyżej połowę tego co sędzia, orzekając o wiele szybciej i sprawniej – jak to Chińczycy. Raz dwa. Bilansując to z wynagrodzeniami sędziów w spoczynku, nie będzie może zapowiadanej oszczędności budżetowej, ale za to skróci czas orzekania, i na pewno rozbije to i osłabi prawniczą sitwę, której walkę wypowiedział Gowin. Będzie nawet tak „Janosikowo” – odebrać bogatym i dać biednym.

Sitwę rozbijał już wcześniej (w tym samym Duchu) Ziobro – Prokurator Generalny i Minister Sprawiedliwości (i Janosik) w jednym. Człowiek roku. Ojciec Jana (2011). Ponoć to za „jego czasów” prokuratura zaczęła urastać (niczym posag, cielec z brązu) do rangi obecnego „organu ochrony prawa”, politycznie podległego i zależnego od lokalnych układów środowiskowych o znamionach „sitwy” jak żaden inny.

Tego typu rzeźby z gówna to zresztą specjalność polskich ministrów sprawiedliwości – ostatni z ustawy narkotykowej wyrzeźbił nowelizację, która nie działa z powodu hujowych przyzwyczajeń ziobrowych prokuratorów, braku wytycznych i wspierającej mafię narkotykową mafii dopalaczowej. Gowin też chce zreformować prokuraturę (tzn. zmienić przepisy o prokuraturze), ale po wyczynach Ziobry, Kaczyńskiego, Kwiatkowskiego i Seremeta nie wiadomo czy coś z tego gówna da się jeszcze wyrzeźbić…

Prokuratura nie jest żadnym organem ochrony prawa. Konstytucja – najwyższy akt prawny w państwie, wyłącznie uprawniony do dzielenia ról w strukturze ustrojowej organów państwa – ani słowem nie wspomina o prokuraturze jako czymś pełniącym odrębną rolę w aparacie państwowym (wyjątkiem jest Prokurator Generalny – konstytucyjna „zjawa”, występująca jedynie wśród podmiotów uprawnionych do wniesienia sprawy do Trybunału Konstytucyjnego i nigdzie więcej). Prokuratura to resort, urząd powołany do pełnienia wyspecjalizowanej funkcji oskarżyciela publicznego, prowadzenia i nadzorowania śledztw, rozpatrywania zażaleń na policjantów. I tyle. Organ administracji publicznej porównywalny do skarbówki, merytorycznie niezależny, ale ustrojowo (i finansowo!) podporządkowany centrali. Głębokie niezrozumienie istoty funkcji oskarżyciela publicznego w demokratycznym państwie spowodowało zapanowanie czegoś w rodzaju „Żywiołaka”, który wywołany już przez Ziobrę, zerwawszy się ustrojowo spod kontroli jego następców, prowadzi własną, nie kontrolowaną już przez nikogo destrukcyjną politykę „ochrony prawnej” – Pruszków (2012), Amber Gold (2012), Olewnik (20??), Dołecki (2012).

A tymczasem konstytucyjna zjawa – Seremet za plecami Gowina chroni swoich kolesi prawników (sędziów!) zamieszanych w korupcję na najwyższym szczeblu sądownictwa, w której jak się okazuje, przez prawie cztery lata CBA w operacji o kryptonimie „Alfa” gromadziło dowody…

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/afera-w-sadownictwie-seremet-chronil-kolegow,1,5272986,wiadomosc.html

W zamian za wysoką łapówkę ktoś miał kogoś doprowadzić do pozytywnego rozpatrzenia kasacji. Chodziło o jakieś 17 baniek. Maczać palce w gównie miał m.in. sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz sędzia Izby Cywilnej Sądu Najwyższego (sądy te są kompetencyjnie i ustrojowo całkowicie odrębne i niezależne – jeśli to nie pomyłka dziennikarska, zapewne jest to kolejny bezsens wyrenderowany przez CBA na użytek operacyjny, tak jak kardiochirurg-zabójca, którego Ziobro musiał potem przepraszać).

„Sędzia Jan. Prosiłem o życzliwość” – brzmiał SMS będący kluczowym dowodem w sprawie.
Sędzia Jan, o którym mowa w SMS-ie, to dobry znajomy Prokuratora Generalnego. CBA przez 4 lata łamało zaszyfrowana wiadomość. Kto wie, czy sama operacja CBA nie miała tak naprawdę kryptonimu „Enigma” (albo np. „Omega”), a kryptonim „Alfa” był przykrywką, dzięki której udało się poznać prawdę. Jednak gdy tylko nadzorujący śledztwo prokurator, po rozszyfrowaniu SMSa przez CBA, zdecydował w końcu o zatrzymaniu kogoś, Seremet doprowadził do jego odwołania. Ostateczną konsekwencją działań Prokuratora Generalnego było umorzenie postępowania ws. operacji „Alfa”. Śledztwo korupcyjne, które sięgało Sądu Najwyższego, zostało umorzone, choć niewykluczone, że CBA prowadzi je dalej, nielegalnie, pod innym kryptonimem…

„Sędzia Jan” brzmi „znajomo”. Podobne znajomości w środowisku prawniczym występują nader często (jak w każdym innym środowisku – lekarskim, dziennikarskim, również zapewne w rzeźbiarskim) i przekonanie o istnieniu sitwy prokuratorsko-sędziowskiej nie jest odkryciem ani bynajmniej objawieniem na miarę 10 przykazań, w które wierzy Gowin. Na takich znajomościach rzeczywiście opiera się  funkcjonowanie wielu sądów i prokuratur w Polsce.

Zatem – koniec z tą sitwą! Nadworny rzeźbiarz ukończył i odsłonił swe dzieło. Teraz prokuratorzy nie będą już dogadywać się z sędziami, bo sędziowie będą… mówili po chińsku – albo zostaną rozproszeni po wydziałach zamiejscowych – co znacznie utrudni nawiązywanie bliższych koleżeńskich relacji. SMSy po chińsku są wykluczone.
Z kolei Seremet jako niezależny od rządu na pewno utrudni Gowinowi autorską reformę prokuratury…

A z luźniejszych tematów – Sejm odrzucił dziś projekt liberalizujący prawo antyaborcyjne, a skierował do prac projekt przepisów zaostrzających, zakazujący m.in. dokonania zabiegu medycznego, polegającego na usunięciu z organizmu kobiety ciężko uszkodzonego/upośledzonego lub nieuleczalnie chorego płodu (projekt autorstwa Ziobry i jego nowych kumpli). Nic z tego zapewne nie wyjdzie, bo obowiązek urodzenia i utrzymywania przy życiu czegoś, co nie potrafi się nawet samodzielnie wysrać niezależnie od upływu lat i środków – wydaje się być odrobinę nieludzki tak dla matki jak i dla tego żywego czegoś.

Tu jednak nadworny rzeźbiarz wstrzymał się od głosu. Filozoficznie zamilkł „z głową ciężką na karabinie.” Wszak walka o kształt sądownictwa jeszcze się nie zakończyła. Jeżeli Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje uprawnienie ministra do znoszenia sądów, będzie on musiał szukać poparcia wśród posłów i senatorów…

 

EDIT:

21 kwietnia 2013 r. Gowin dorobił się wreszcie swojego przydomka: Kłamczuszek Sprawiedliwości

http://wyborcza.pl/1,75248,13780103,Gowin_ostro_gra_in_vitro__I_gra_nieczysto.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk

 

EDIT 29. IV. 2013 r.

I tak oto zarodki stały się dla Gowina gwoździem do trumny.

 

;J

Komentarz