Dzień Świętego Szlafroka

Opublikowano 31 października, 2012

 

Macie tak czasami ?

Że przepracowaliście przez 2 dni tygodniową normę z kodeksu pracy, w weekend też pracowaliście, a kolejny dzień wymaga od Was wyrobienia normy miesięcznej ?

Rodzina przestaje mieścić się w scenariuszu życia.

Przyjaciele dawno z niego wypadli.

Pies traktuje was jak gości, a nie właścicieli i nawet przestał od was domagać się jedzenia i spaceru – wasza osoba to zły adresat.

W perspektywie w związku z porą roku – pobudka kiedy jeszcze jest ciemno, a wszyscy domownicy śpią, potem kilkanaście godzin przy sztucznym oświetleniu w robocie i powrót, gdy już jest ciemno a wszyscy domownicy właśnie się kładą spać – wy siadacie jeszcze popracować i popisać te rzeczy „na wczoraj”. Kończycie pracę o 3 rano. O 6 pobudka. O 22 powrót do domu.

Urlop mieliście ze 4 lata temu, przez tydzień. W trakcie którego wisieliście na telefonach bo firma bez was się zawali i zginie. Nadużywacie kropelek na zespół suchego oka – wykończonego klimą i komputerami. Środki z peudoefedryną, żeń-szeń, guarana i kawa to 80 % waszej diety. W soboty jeśli nie ma pracy odsypiacie tydzień śpiąc do 18. Przez resztę wieczoru snujecie się półprzytomni po chałupie w szlafroku. W niedzielę jest już po co żyć – masa pracy do przygotowania na poniedziałek przecież !

I przychodzi taki dzień. Że normalnie nie macie siły i mózg przestał rejestrować konieczność wykonania kolejnych zadań. Wpisujecie je w kalendarz – a instynkt samozachowawczy waszego organizmu powoduje, że natychmiast o tym zapominacie i nawet nie zaglądacie co jest do zrobienia, przekonani przez podstępny mózg, że nic. W robocie na pewno są miliony zadań na już, więc się zbieracie do wyjścia.

Zastanawiacie się, którym kluczem zamyka się mieszkanie, a którym otwiera własny gabinet.

Chowacie do lodówki kakao w proszku, w szafkę z talerzami karton z mlekiem, do aktówki wrzucacie opakowanie po spożytych parówkach berlinkach, a do kosza potrzebne na dzisiaj do pracy dokumenty oraz telefon.

Nie możecie wyjść z domu, bo jak rozkminialiście który klucz do czego, to w międzyczasie coś z nimi zrobiliście. I nie ma ! Rozstąp się ziemio. Kluczyki do auta też szlag trafił.

I z bani wszystko.

Jesteście usprawiedliwieni. Macie wagary. Możecie zaczekać, aż wstanie wasza matka/mąż/dzieci czy z kim tam mieszkacie i przypomnicie sobie wreszcie jak oni wyglądają. Wyjdziecie na spacer z psem. Ze zdumieniem stwierdzicie jak makabrycznie zapuszczone jest mieszkanie w waszych rewirach funkcjonowania, których domownikom nie wolno tknąć pod groźbą kary śmierci, bo tylko wy wiecie gdzie co jest a jak poprzekładają – to kanał. Że nic już nie wiecie o ludziach, z którymi nocujecie pod jednym dachem – co jedzą, na którą mają do roboty, kiedy wracają, co ich bawi, a co smuci i jakie mają problemy, skąd się bierze cukier w cukierniczce, a skąd proszek do prania i czyste naczynia na suszarce i tym podobne. Może znajdziecie w sobie jakieś uczucie i tkliwość wobec bliskich Wy – cyborgi. Uświadomicie, że się potwornie zapętliliście i nie potraficie z tego kieratu już uciec ? Może stwierdzicie, że marnujecie własne życie harując po 16 h na dobę na wzrost krajowego PKB, rachunki, składki ZUS i raty kredytu ? Siebie kurde sobie zobaczycie ? Spróbujecie przynajmniej ? Jacy jesteście dzięki swojej pracy panicznie SAMI. Nie żeby od razu wnikać w egzystencjonalne zagadnienia typu „sens mojego zmarnowanego życia” i rzucać się pod pociąg. Najpierw się prześpijcie :D

I wywalcie śmiecie z aktówki ! Telefon w koszu niech zostanie. A tak w ogóle to zróbcie sobie dzisiaj sobotę – Dzień Świętego Szlafroka. Na obliczenie życiowego salda zysków i strat oraz poukładanie na nowo gradacji wartości będziecie mieć czas jak już was pogotowie do szpitala zabierze. O ile wcześniej nie doświadczycie karoshi. Wtedy to już gleba.

 

Ada

Komentarz