Lansik na Pradze

Opublikowano 24 listopada, 2012

Stara Praga

Nostalgiczna mieszanina czerwonej cegły, obdrapanych i podniszczonych na popielato fasad kamienic, gmaszków i gmaszysk z przełomu XIX i XX wieku, niezliczonych obiektów małej architektury, a także zalążków nowoczesnego budownictwa…

Położona po wschodniej stronie, tuż nad prawym brzegiem Wisły. Wyjątkowy balans kolorów tutejszego życia, ożywiona wystawa reliktów jakiejś nieprzemijającej epoki. W centrum świata.

Gęsta mieszkalna zabudowa poprzecinana żylastymi uliczkami niczym galaretowaty salceson. Ulice jakieś takie ledwie „wystarczające” do uznania je za ulice miasta, wciąż jeszcze surowe, użytkowe – pozbawione pstrych szpanerskich dodatków znanych nowoczesnej urbanistyce. Ludzkie siedlisko komunalnego mieszkalnictwa spowite jakąś magiczną otuliną w kolorach wypranej gazety.
Na zasięg Internetu w Play tu nie licz…

Tętni natomiast praski folklor – specyficzne zwyczaje mieszkańców zauważalne m.in. w ubiorze, czy stylu bycia „u siebie”, fascynują. Rozczulają, aż ciepło na sercu.

Gnojki w trampkach beztrosko kopią piłkę w poprzek ruchliwej ulicy. Wrzeszczą, klną plugawie na Dziada, co im śmiał uwagę zwrócić. Są u siebie. Handlowy teatr rozmaitości na Bazarze Różyckiego, nieśmiertelne bozie kapliczki na podwórkach kamienic.
A z nowszych trendów – Hummer 3, roadstery, i Urząd Skarbowy w barwach Rasta.

  

Przytulny, acz jakby sprany klimat wszechobecnych małych sklepików i knajpek, porozsiewanych niedbale dookoła, niepasujących jakoś do siebie nawzajem, jakby to nie w tym miejscu miały znaleźć się na osi czasu i przestrzeni. Kebab nawet nieźle pachnie… już nie tak dworcowo jak na Śródmieściu, ale i tak warto poprosić o więcej tego ostrego czerwonego sosu.

- Interesuje Pana Praga – zagaduje mnie uliczny bojownik-weteran, z sędziwym wąsem, woniący tygodniem zeszłym conajmniej, z nutką porannego winka, widząc, że w biały dzień rozglądam się zachłannie po okolicy.
- Interesuje. Na pewno opiszę – mrugam doń.
- najstarsza kamienica, tu mieszkałem – pokazuje palcem najbliższą – ale mnie, wie Pan, to najbardziej interesuje gotówka!

Tak brzmi tutaj zaczepka w sprawie drobnej darowizny – pełna Kulturka! Nie sposób odmówić, te oczy nie mogą kłamać.

- Moje uszanowanie! – żegnam się ciepło, zostawiwszy mojemu przewodnikowi nieco grosza.

 

Sprawdza się to, co rzadko uznaje się po drugiej stronie miasta – że to TU bije serce Warszawy. Że żadna dzielnica, jak właśnie stara Praga, tak pełna jest po brzegi autentycznej, historycznej substancji miasta. Tę substancję chłonę, rozglądając się łapczywie dookoła, łowię detale, na zbadanie których musiałbym poświęcić pewnie pół życia. I dzieje się, oj dzieje…

Nawet widoki na Centrum nieporównywalne z żadnej innej części miasta.

Jest Lansik! Przeróżne cuda dojrzeć można w tej okolicy. Naprawdę, jak nigdzie w całej Warszawie, stapia się tu i figluje – niczym w alchemicznej pracowni – wszystko, od pomarszczonej, grubej cyganki z dzieckiem (chyba prawdziwym), po najprawdziwsze zielone Maserati prowadzone przez blond Dziunię w jakimś kaszkiecie Patrizia Pepe.

Mijam z zaciekawieniem wielki gmach – fabrykę Wedla. Art deco… Najsłynniejsza w Polsce fabryka czekolady. WOW !

O.o  - czy to TU ?!
To naprawdę tu?
To stąd są te wszystkie słodycze, nadające smak memu dzieciństwu?
/sorry, ale z czasem w czekoladach wygrała wg mnie Milka/

Podziw i szacunek mnie wypełnia. To nic, że tego naszego Wedla dawno już przejął Kraft, a teraz to już nawet nie wiadomo czyje to i kto po kim przejął – na pewno już nie nasze. Nadal jest jednak ptasie mleczko, cukierki, czekolada. I ten sam podpis E. Wedel od 1851, który jako znak towarowy sam przechodzi z rąk do rąk niczym pudełko czekoladek…

Wiele tu się nie zmienia – nie licząc jednego z bardziej charakterystycznych punktów po wschodniej stronie miasta – Dworzec Wileński. Tu wszystko po horyzont rozkopane, zastawione zieloną blachą w oczekiwaniu m.in. na drugą nitkę metra. Czy wiesz, że spikerką w wagonach II nitki będzie kobieta…?

Dworzec Wschodni PKP też zmieniony nie do poznania – nowoczesny terminal wyślizgany szkłem marmurem i aluminium. Po drugiej strony nowocześnie zaprojektowana pętla autobusowa. Bajka! Warszawa-Stadion Brand New SKM – Wkrótce od Stadionu po Wileniak będzie tu jeden wielki terminal komunikacyjny. Tak mówią…

aaa, byłbym zapomniał – jest przecież i sam Stadion Narodowy! NarodowODNy, przeinwestowany jak żaden, obiekt sportowy marki Rzeczypospolitej Polskiej, z podświetlanym obrandowaniem w barwy narodowe – osławiony m.in. mistrzostwami w lotach wodnych i antykościelnym występem Madonny – królowej Popu.

Dzieje się. Słowem – Lansik!

Zapada zmierzch, robi się przytulniej ale jednocześnie czuje się spotęgowaną surowość tej okolicy. Ciemne zaułki, zapuszczone podwórka i mroczne bramy w które strach zajrzeć. Mży.
Z okien widać w oddali błyskotki Centrum, spowite we mgle. Jałowe blaski słabo oświetlonych ulic całkiem przyćmiewają delikatną jeszcze tutaj nowoczesność; ta nowoczesność, jakby nie lansowana na klasyk – raczej zamiera, usypia głęboko jak mały borsuk, pośród klasycznego stylu Pragi, który zdaje się jedynie ponuro drzemać…

Praga nie traci uroku i stylu. A może to ta jesień…
Panuje tu swoista „stylóweczka”, swoisty klimat autentyczności, który przepełnia okolicę po horyzont.
Miło być tu gościem, jakby nie paczyć…

;J

Komentarz