Viagra dla kobiet

Opublikowano 2 grudnia, 2012

Wczorajszy zmasowany, spektakularny atak naszych czytelników na poradnik rozwodowy świadczy o tym, że impreza andrzejkowa była bardzo udana :) .

Cieszymy się razem z wami.

Zaskakujące wyniki pierwszogrudniowych statsów stały się impulsem do refleksji nad przyczynami rozpadu związków. Takich zwykłych, życiowych przyczyn. Które z biegiem czasu stają się mimo i wbrew woli, same z siebie. Bez aktywności z naszej strony. Nieandrzejkowych takich.

Poszperaliśmy tam we własnym łbie i w necie trochę, poczytaliśmy listy dyskusyjne. I wyszło nam, że najczęściej sygnalizowanym problemem jest … oziębłość seksualna. Czaicie, okres rui macie za sobą, mózg po maximum 4 latach przestał produkować fenyloetyloaminę, a kwestią ważniejszą od rodzaju stringów na wieczór staje się problem kto z was wytaszczy z chałupy dupę do sklepu, bo srajtaśma się skończyła.

Pach ! Czar prysł, tęsknicie za tym uczuciem pożądania, szaleństwem „a potem choćby umrzeć”, odlotem na inną planetę – ale ni cholery nie jesteście w stanie w sobie tych uczuć wywołać. I zawsze są ważniejsze, niż seks, sprawy.

Zajebiście niesprawiedliwe, nie ? To powinno przecież w XXI wieku działać na pilota !

Problem jest częstszy – a przynajmniej częściej sygnalizowany – u kobiet, niż mężczyzn.

Mężczyźni miewają problem z hydrauliką – a nie chęciami. Dysponują jednak jako płeć panująca – całym arsenałem środków wspomagających potencję, libido i erekcję – od tych bez recepty zapełniających półki nawet w Tesco i Rossmanie – do najsłynniejszej viagry.

Kobiety mają problem z chęciami. Określanymi jako „zespół bolącej głowy”.

Jakże mu zapobiec ? Gdzie tej viagry dla babeczek szukać ? Jak znaleźć ?

Najlepszą viagrą dla kobity in my opinion jest fajny facet. Lub kobitka w przypadku orientacji homo albo bi.

W patologicznych wersjach kobiety – wystarczy obietnica ślubu (zaburzenie osobowości określane jako „syndrom ślubnego wianka”), lub wypchany (ale nie gazetami) portfel, a najlepiej i jedno i drugie. Ale dzisiaj nie będzie o patologii. Niedawno były „Andrzejki” to patologii macie dość na najbliższy tydzień, w trakcie którego „już nigdy w życiu” nie będziecie tyle chlać.

http://www.facebook.com/Kobiety.bez.Serca?ref=stream

Wracamy do libido płci pięknej.

Niestety wskutek długotrwale stosowanej antykoncepcji, po urodzeniu dziecka, albo w czasie klimakterium, czy depresji – dotychczasowy fajny, czy nowy fajny partner, albo obaj równocześnie nie wystarczą. Ani red tube. Ani lektura tego tam … jesu … no … nie Doriana Grey, ten, no … cholera jakiś atak Alzhaimera. Oj, ta książka sado-macho, która ostatnio biła rekordy popularności … nie pamiętam tytułu. Pewnie wiecie o co chodzi.

Babskie libido generalnie pozostaje tajemnicą także dla jego właścicielek. Pigułka gwałtu sprawy nie rozwiąże – no bo kto by chciał ciągle nieprzytomną babę leżącą jak kłoda łupać ? Poza tym kobita też chce coś z tego mieć.

Koncerny farmaceutyczne w pocie czoła pracują więc nad viagrą dla kobiet – która musi oddziaływać równocześnie na mózg (przeciwdepresyjnie, czy też paraprzeciwdepresyjnie) i poprawiać ukrwienie narządów płciowych. W spreyu ma być. Już, dobra, nie śmiać się, powaga – do nosa ten spray.

Posłuchajcie:

http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/12,88991,12903350,Viagra_dla_kobiet___chemiczne_sposoby_na_zwiekszenie.html

No. Arginina, jakieś tlenki, testosteron, sranie w banię i na zakończenie wielka dupa. Nic nie działa od razu, ani na pewno, jeśli działa to na chybił trafił, bo zależy od indywidualności organizmu, ćpać tą chemię i męskie hormony trzeba przez wiele tygodni/miesięcy, żeby się przekonać o efekcie – jest, czy go nie ma i tylko broda i wąsy urosły, a w gaciach sucho nawet po 40 min. minetki. Jeśli działa – to odstawienie prochów powoduje natychmiastowy powrót do bazy wyjściowej czyli „głowa mnie boli”. Już od słuchania tego żyć się nie chce, a co dopiero rżnąć.

Ani słowem o … marihuanie.

Dlaczego ?

Na cholerę kobitki mają się faszerować chemią i testosteronem, skoro mogą ściagnąć dymka, czy spałaszować ciasteczko ? Co jednocześnie pomaga na zniesienie dolegliwości zespołu napięcia przedmiesiączkowego (jeśli któraś to ma, a ostatnio obserwować można tendencję „dysortograficzną” – mają wszystkie, fajna wymówka na usprawiedliwienie dosłownie wszystkiego).

Co to w ogóle za ściema z tą viagrą dla kobiet ? Żeby koncerny jeszcze więcej kasy zarobiły ?

I cóż to za zmowa milczenia wokół wpływu marihuany na babskie libido ?

Bo że w sieci propagowane są artykuły o negatywnym wpływie cannabis na libido mężczyzn – to wiemy, wam to zaraz opadnie albo i w ogóle nie wstanie. A potem to całkiem odpada bęc. W ogóle ej, płeć męska co to czyta – macie wy cokolwiek jeszcze w gaciach ??? Bo według doniesień prasowych – nie powinniście.

Ale o kobitach to w ogóle NIC.

No ta, wiemy, wiemy, do urzygu wiemy, że każda Polka jest aktualną, lub przyszłą matką-Polką, żywym wcieleniem Matki Boskiej Królowej Polski, a takim nie wypada nawet bąka puścić, a co dopiero zioło palić w szatańskim celu poprawy sił witalnych.

Jeśli już ktoś coś bąknie o maryśce i jej wpływie na libido – to oczywiście o facetach i wyłącznie w kontekście nałogowego, szkodliwego używania z grożeniem paluszkiem i argumentacją przeznaczoną dla Jasia lat 4 z grupy Krasnalków: „uprawiasz seks z ziołem, a nie partnerem !!!”, bez narkotyku w ogóle nie będziesz w stanie już się nigdy z nikim bzyknąć, będziesz cierpiał na anorgazmię i wszystkie inne „azmie”, dostaniesz łupieżu i raka oraz permanetnej sraczki, przyjdzie czarownica i cię zje ! itp. itd. Ale halo ! – z tym ma problem raptem 1 % grupy używającej marihuany w sposób szkodliwy.

To cud boski, że Holandię, Wyspy Kanaryjskie, o Jamajce nie wspominając – zaludniają jeszcze jakieś żywe istoty pochodzące z naturalnie zapłodnionej macicy, a nie próbówek.

Mało, jak wytłumaczyć + 14 % przyrost procentowy ludności na Jamajce powszechnie używającej marihuany (wtir.awf.krakow.pl/pdf/studenci/…/jamajka/michal_leochnowski.pdf) w porównaniu z 1,4 %, a w miastach 0,6 % przyrostu naturalnego w hiper-total katolickiej i zamiast marihuany ćpającej opłatek – Polsce ? (dane z 2011 r.: http://www.egospodarka.pl/76521,Rozwoj-demograficzny-Polski-2011,1,39,1.html). Może to te nadużywane opłatki komunijne tak działają antykoncepcyjnie, a ?

Ponoć te rewelacje o morderczym wpływie marihuany na libido, nijak nie przekładające się np. na długość życia, czy przyrost naturalny i liczbę impotentów w konkretnych krajach – wynikać mają z badań nad 8 tys. (oczywiście) mężczyzn z Australii – tylko jakoś kurna nikt nie napisał kto te badania prowadził, co to byli za mężczyźni, w jaki sposób i jak długo używali marihuany, ile mieli lat itp., kiedy i jak długo były badania prowadzone, jakie są współczynniki dla grupy otrzymującej placebo oraz nie podał linka. W Australii jeszcze żyją żywi ludzie – to tak na marginesie, jakby ktoś nie wiedział. I współczynniki dzietności też jakby kurna lepsze niż w Polszcze opłatkiem, krzyżami i różańcem kwitnącej.

Ale podparcie felietonu, czy wpisu na blogu „badaniami” zawsze na ciemnogród działa. Mamy łyknąć i się nawet nie skrzywić, ani nie pytać „a co to”.

Dobra. Wracamy do tematu przewodniego. Co z pozostałymi 99 % używających marihuany niepatologicznie ? Na Księżyc wyemigrowali ?

A co z płcią teoretycznie określaną jako piękna ja pytam ?

Naprawdę kobita nie ma innego wyjścia, jak tylko do końca swoich dni ćpać prochy i w trakcie kiedy partner będzie nakładał gumę albo tam gmerał jej między nogami – ukradkiem wtryskiwać sobie w nos testosteron udając, że to lekarstwo na astmę ???

Ma. Tylko że zabronione w Kraju Chrystusa Króla. Można całkowicie legalnie zniszczyć sobie zdrowie i gospodarkę hormonalną oraz zyskać zarost na twarzy – ale pod groźbą paki nie zajaramy.

Tymczasem to wcale nie jest tak, że aby się odblokować seksualnie i pomóc swojemu libido kobieta jest skazana używać marihuany do końca życia, czy wpaść w „nałóg”.

Jak wam się telefon rozładuje – nie jesteście przecież skazani na wiszenie na kablu do końca życia.

Dłużej ładujecie baterie, czy dłużej korzystacie z naładowanego telefonu ? Jasne, zależy od wieku i stopnia spanachania życiem ładowanego asortymentu – ale to i tak lepsze od stacjonarnego ze słuchawką na przewodzie nieustannie skręcającym się niczym boa dusiciel.

W przypadku kobiet wystarczy nawet jednorazowe użycie marihuany, aby ją odblokować i pozostawić w mózgu pamięć i umiejętność wyluzowania się w trakcie seksu – co przekłada się na zwiększenie libido bez używek. Oczywiście, że po maryśce doznania dotykowe są lepsze. Ale bez niej też jest całkiem okej i uwierzcie – da radę :)

To tak, jak z doznaniami słuchowymi – „muzyczność” też jest lepsza po THC. Ale nie oznacza to, że bez użycia konopi ten sam kawałek podoba się wam mniej, albo wcale, prawda ? Że – bez – przestajecie nagle słyszeć linię melodyczną saksofonów, lub bit.

Albo całkiem głuchniecie jak pień.

Wiecie wy co pismaki płci męskiej, żeńskiej i w większości nijakiej ? Weźcie wy się raz bzyknijcie po joincie albo po ciachu, na kogo tam co działa. I choć raz zdobądźcie się na odwagę i uczciwie to opiszcie. Jak jest.

I przynajmniej będziecie kurwa ten jeden, jedyny raz w życiu z autopsji WIEDZIELI O CZYM PISZECIE I MÓWICIE.

Zaatakują zaraz mający problem z rozumieniem tekstu przeciwnicy pod sztandarem szkodliwości tego wpisu jako propagującego uprawianie seksu po maryśce.

Dla tych właśnie debili – tekst jest o wpływie THC na libido kobiet cierpiących z powodu jego zaniku i tabu, jakim jest ten właśnie wpływ na kobiety.

Jeżeli ktoś przekona mnie weryfikowalnymi, rzetelnymi naukowymi badaniami z grupą kontrolną, że mniej szkodliwe jest wlewanie w siebie przez oziębłą seksualnie babę testosteronu zmieszanego z trójpierścieniowymi psychotropami przed każdym stosunkiem albo codziennie – od jedno, czy kilkurazowego albo i co tydzień używanego ułamka grama THC – to odszczekam.

Ada

Komentarz